Święta, święta i po świętach. Stary rok, stary rok i po starym roku. Zostawiając na GG opis ‚Do zrobaczenia w 2005 roku’ miałem masę obaw co do Sylwestra i spędzenia przełomowej nocy w fajnym towarzystwie. Jednak okazały się one bez podstawne. Spotkałem dwóch ziomków – Michała i Maksa. Ale w końcu to nie kroniki rodzinne, ani przyjacielskie, więc o nich pisać nie będę. Ustawa o ochronie danych osobowych etc. :P W każdym razie respect dla was, chopcy.

Jednak o samej imprezie Sylwestrowej napisać można. Na początku zapowiadało się drętwo, ale szybko poznałem Michała i Maksa. Bal, a raczej pierwsze żarcie podali o 21:30. Hotel, jak hotel – było punktualnie. Po kilku talerzach i łykach soku atmosfera się zagęszczała, sama – bez pomocy grochówki. :P Ale niestety ok. 23 nasz stolik opustoszał. Zostaliśmy we trzech i zrezygnowaliśmy z naszego programu pojenia, który ograniczał się tylko do soczku i wody. W ruch poszła wódka, wino, szampan. No i elementy maskujące, tj. sok pomarańczowy. Niby pijesz sobie soczek i uśmiechasz się, a tak naprawdę wlewasz w siebie %. Potem były same %, bez maskujących napoi. Rok 2005 powitaliśmy biorąc łyk szampana i zapijając to %, było fajnie. Potem jeszcze granie w bilarda, łykanie helu z balonów i o 4:30 byłem w łóziu. 1 stycznia kacyk był, ale nie taki straszny – suszyło mnie i głowa bolała. U moich kompanów i kolegów-od-picia było gorzej, taki tradycyjny kac (odrywasz się od kibla w pozycji kucznej i pytasz się czy długo jeszcze :P). Było warto, ojjj, warto. :D

Nie mam ani siły, ani ochoty pisać podsumowania roku dwa – zero – zero – cztery (2004). Można powiedzieć, że był dobry, bo na groby nie chadzałem, nie opłakiwałem i nawet się trochę cieszyłem z tego co miałem. Na nowy rok kilka postanowień sobie założyłem, ale wątpie żebym je spełnił. Postanowienia na rok 2005: ograniczyć te uciekające godziny przed kompem, zdać tą klasę ze średnią < 5.0, zrzucić sadła po Wigilii i być znośnym kolegą/ synem/ rywalem/ graczem/ uczniem/ webmasterem/ forumowiczem/ użytkownikiem i ETC. :P

A teraz bolesny powrót do reality. Jutro buda, dziś mi się upiekło. Trzeba się wziąć, bo zaraz ostatnie szanse na lepsze oceny. Woho, I semestr już puka do drzwi. A ja nadal nic nie napisałem, ani na 25 stycznia, ani na 31. SIET! Trzeba się wziąć. I coś zacząć działać, a nie gadać. Więc pora zrobić *uzależnienie komputerowe : OFF* i zniknąć z waszych list na GG. :P Czyli mnie nie będzie, znaczy będę rzadziej, więc łapcie i bijcie mnie na kome. ;) Hepi niu jer! (jak to wołają w reklamie na TVNie)

Hawk meine brothers! Wesołego Nowego Roku, w morde jeża.

Siet, a jutro do budy… Szlag by to, oby do piątku!!!